Wiedziałam, że jeśli się przywiążę do osób i miejsc, będę cierpiała, gdy będę musiała zostawić wszystko za sobą i rozpocząć 'nowy rozdział'.
Zazwyczaj to ja odtrącałam ludzi lecz tutaj było inaczej. Czułam się jak puzzel, który nie powinien znaleźć się w pudełku bo kompletnie nie pasuje do reszty, która się w nim znajduje. Byłam ignorowana przez ludzi przechadzających się po korytarzach szkoły.
Nikt nie wiedział kim jestem, nikt nie zauważy kiedy niezapowiedzianie zniknę.
- Cholerna szafka. - Syknęłam wściekle przez zaciśnięte zęby, próbując przypomnieć sobie właściwy kod do zamka. - Już wolałabym jakiś głupi kluczyk.
- Trzeba puknąć. - Usłyszałam za plecami męski głos i zobaczyłam pięść, która wylądowała na drzwiczkach, które natychmiast ustąpiły.
- Dzięki. - Mruknęłam wkładając do szafki dzisiejsze książki, a do torby biorąc te które będą mi potrzebne w domu.
- Jesteś tu nowa? Chyba cię wcześniej nie widziałem. - Chłopak nadal stał za mną.
- Wow, jaki spostrzegawczy. - Mruknęłam sarkastycznie pod nosem. - Czy to ma znaczenie? - Zapytałam już głośniej, tak by usłyszał.
- A nie? - Zdziwił się.
- Nie. - Odparłam twierdząco i zarzuciłam torbę na ramię.
Nie spojrzałam na niego, jedynie kątem oka zobaczyłam jego twarz. Lecz moja uwagę przyciągnęły jego oczy, które skierowane wprost na mnie wyrażały zmieszanie i zdziwienie. Opanowałam się i całkowicie odwróciłam wzrok ruszając w stronę drzwi wyjściowych. Na dworze było ciepło. Słońce od razu poraziło moje oczy więc przesłoniłam je dłonią. Miałam zamiar wrócić pieszo tak jak oznajmiłam to dziś rano rodzicom ale zaraz przy chodniku stał zaparkowany, czarny Range Rover. Podeszłam w jego stronę wściekłym krokiem i na przednim miejscu ujrzałam Marka, naszego kierowcę. Nie rozumiem po cholerę był on w ogóle zatrudniony skoro każde z nas miało prawo jazdy i mogło spokojnie siadać za kierownicą.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam wściekła, gdy uchylił szybę.
- Rodzice mówili ci, że po ciebie przyjadę.
- Ugh! Mam to gdzieś. Powiedziałam, że wrócę sama. - Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu, pieszo.
- Nie wygłupiaj się, wiesz, że rodzice się wkurzą. - Mark jechał kolo mnie powoli.
- Mówiłam, że mam to gdzieś. Traktują mnie jak dwulatka. - Poprawiłam spadającą z ramienia torbę i przyspieszyłam.
- Martwią się.
- Przecież nikt mnie tu nie porwie, nikt nie zdaje sobie nawet sprawy kim jestem!
- Nie możesz być tego pewna.
- Mogę, jedź. Bo powiem, że mnie obmacywałeś i cię zwolnią! - Krzyknęłam, przystając i patrząc na mężczyznę.
- Masz okropny charakter. - Westchnął mężczyzna ale odjechał.
- Masz okropny charakter. - Przedrzeźniałam go pod nosem, głupim głosem.
- Kto? - Usłyszałam głos koło ucha i aż podskoczyłam.
- Miś go go. Odejdź. - Warknęłam na chłopaka, którego spotkałam przed wyjściem ze szkoły.
- Ale idziemy w tą samą stronę.
- To zwolnij albo przyspiesz. Po prostu zniknij.
- Jak wolisz. - Rzucił i po chwili nie było go już obok. Najwyraźniej zwolnił, wedle mojego życzenia.
- Nienawidzę tego życia. - Warknęłam i kopnęłam w lampę stojącą na skraju chodnika. - Nienawidzę tego miejsca. - Tym razem oberwał jakiś krzak. - Nienawidzę moich rodziców. - Kopnęłam w furtkę i ruszyłam przez podwórko prowadzące do znienawidzonego domu.
Czekam na nn *, *
OdpowiedzUsuńŚwietny! Czytam każdy twój blog, i każdy jest cudowny, ale w tym coś jest co naprawdę mnie urzekło... :-)
OdpowiedzUsuńPisz dalej!! Czekam na następne, bo zapowiada się świetnie ;**
OdpowiedzUsuńTofi ten blog jest świetny !! Błagam o następny roździał
OdpowiedzUsuńBoże z niecierpliwością czekam na następny roździał. Błągam pisz szybko
OdpowiedzUsuń